
Na torze walczą blacha w blachę, a w serwisie
pomagają sobie nawzajem te blachy prostować.
Łukasz
Zoll - najszybszy polski kierowca w dywizji RX-Cup, opowiada
o
fenomenie Mistrzostw Europy Rallycross.
Magazyn SPEED
Tekst: Michał Kondrowski (rallycross.com.pl)
Zdjęcia: archiwum teamu Łukasza Zolla, Michał Kondrowski
-
Co prawda sezon jeszcze się nie rozpoczął ale...
Łukasz Zoll: Nasze przygotowania trwają już od września zeszłego
roku, a po rundzie w Buxtehude (ostatnia eliminacja MERC
2008) wiedzieliśmy, że wystartuję nową BMW seria 1. Jesteśmy
na etapie składania auta i szukania ostatnich pieniędzy,
żeby zamknąć budżet. Plan na sezon jest ambitny: chcemy wystartować
w całym cyklu MERC i być w pierwszej szóstce na koniec sezonu.
Wiem, że do naszej klasy szykuje się bardzo dużo zawodników
z różnych innych klas. Na tę chwilę mam naliczonych 4 Mistrzów
Europy Rallycross!!! Budżety, jakimi dysponują są niewiarygodnie
duże.
- Na jakim etapie jesteście z budową nowego auta?
Ł.Z.: Budowa auta do Rallycrossu to jak budowa auta z klocków
lego. Jest wiele elementów które składają się na gotowy produkt.
W tej chwli gotowe jest pomalowane i wzmocnione klatką nadwozie,
nad silnikiem pracuje nasz tuner, czekamy na parę paczek
z różnych stron świata z przewodami paliwowymi, przewodami
hamulcowymi, całym układem kierowniczym, bezpieczny zbiornik
itp., itd. Mało czasu nam zostało do 1 rundy w Anglii, ale
nie tracimy nadziei, że się wyrobimy.
- Jakie będą różnice nowego modelu BMW w porównaniu z dotychczasowym
modelem, poza samym nadwoziem?
Ł.Z.: Nowe BMW ma być lepsze pod każdym względem i tylko
jedynym minusem będzie waga samochodu, większa o jakieś 180
kg, ale tego jeszcze dokładnie nie wiemy. Cały czas czekamy
na ostatnie decyzje naszych sponsorów. Auto gotowe do jazdy
to koszt około 400000 zł i trochę jednak brakuje do tej opcji,
a sezon i eksploatacja jest równie droga.
- Jak wspominasz miniony sezon?
Ł.Z.: Sezon był wspaniały, chociaż bardzo ciężki
i obfitował
w wiele upadków i wzlotów. Zużyliśmy przez ten rok 2 nadwozia,
2 silniki, 3 skrzynie biegów! Przejechaliśmy busem z lawetą
40.000 km
Oj działo się, a na koniec: 3 tytuły Mistrzowskie,
wygrany skuterSuzuki
w Handicapie, rozdanie nagród w Macedonii.
- Czy Twoim zdaniem klasa aut tylno-napędowych z którą się
związałeś, spełnia swoje założenia jako efektowna dywizja
z MERC, a także w zawodach lokalnych?
Ł.Z.: Myślę że tak, chociaż ona cały czas się rozwija i co
roku powinno być coraz lepiej.
W MERC jest to już wiadome,
a w Polsce, niestety, jeszcze raczkuje. Kibice kochają jazdę
bokiem
i kontakt między autami! A ta klasa im to daje!
- Kryzys to ostatnio bardzo medialny temat... niewygodny,
gdy szuka się sponsorów.
Ł.Z.: I bez kryzysu było bardzo ciężko! Nie rozumiem tego
wcale. W Europie zawodnicy nie mają takich problemów. Liczę,
że się to zmieni, bo ja mam coraz mniej sił na szukanie sponsorów!
Na szczęście najbliższe moje otoczenie jak i firmy, z którymi
współpracuję, od początku kariery cały czas mnie wspierają,
za co im bardzo dziękuję. Ale budżet zawsze jest niewystarczający,
żeby walczyć o najwyższe laury. Może kiedyś dożyję do takiej
chwili, że tylko będę mógł się skupić na ściganiu. (śmiech)
- Czy po wypadku w Szwecji w zeszłym sezonie, nie miałeś
ochoty na przerwę?
Ł.Z.: Pierwsze, co pomyślałem po wypadku, to czy na następne
zawody się odbuduję. Gdy zobaczyłem jak auto jest zdemolowane,
to natychmiast zacząłem szukać nowego nadwozia. O przerwie
nie myślałem, tylko bałem się że ktoś zadzwoni do żony przed
tym jak wyjdę ze szpitala i będzie duża afera w domu. Ale
na szczęście wszyscy znajomi stanęli na wysokości zadania!
- Co wyjątkowego jest w Rallycrossie, że cały czas masz ochotę
na kolejne starty?
Ł.Z.: Rallycross jest najpiękniejszą dyscyplin, bo jest rywalizacją
od samego początku do samego końca! Jest kompaktowy, kontaktowy
i bardzo widowiskowy! Zajmuje mało czasu, wyjazd na zawody
w piątek, a powrót w niedzielę. Jest chyba najłatwiejszą
w odbiorze formą zawodów w motosporcie! Na rajdzie jest bardzo
ograniczona widoczność, na wyścigach
i wyścigach górskich
również. A tu jest wszystko widoczne od A do Z!!! Z jednego
miejsca kibic widzi cały przebieg wyścigu. Atmosfera na zawodach
rangi Mistrzostwa Europy jest niepowtarzalna! Zawodnicy są
jedną wielką rodziną i jest wręcz niesamowita chęć pomocy
ze strony konkurencji jak coś złego się stanie!
-Który z sezonów w swojej dotychczasowej karierze wspominasz
najlepiej i dlaczego?
Ł.Z.: Myślę, że ten ostatni, bo w MERC powalczyłem o podium
na 3 rundach i pokazałem się z dobrej strony mimo dużo słabszego
sprzętu. Były oczywiście piękne chwile, gdy pierwszy raz
stanąłem na podium w MPRC (Skoda Felicja), pierwszy tytuł
Mistrza Polski (Seat Ibiza), pierwszy pełny sezon w MERC
w 2001 roku. Kolejne tytuły Mistrza Polski, Mistrza Austrii
i Mistrza Pucharu Europy Strefy Centralnej.
- Start Fiatem 126p w klasie 1 był humorystycznym akcentem
w Twojej karierze sportowej, czy poważnym sezonem pełnym
walki o punkty?
Ł.Z.: Założeniem była tylko i wyłącznie zabawa, ale po pierwszych
eliminacjach już wiedziałem, że walczymy na 100%. Maluch
jest olbrzymim wyzwaniem dla kierowcy i uczy wielkiej pokory!
Te pudełka ważą 500 kg a moc dochodzi do 75 KM!!! Dodatkowo
krótkie przełożenie kierownicy, krótka skrzynia i zabawa
jest piękna, o konkurencji już nie wspomnę. To była najbardziej
wyrównana walka o tytuły Mistrza Polski, dosłownie na punkciki.
- Jak udaję się Ci się pogodzić sport z życiem rodzinnym
i pracą?
Ł.Z.: Tu jest największy problem! Rok temu urodził się nam
syn Staś i świat się strasznie zmienił. Na szczęście mam
bardzo wyrozumiałą żonę, która pozwala mi na moje hobby.
Od 3 lat moja praca jest bardzo związana z motoryzacją, więc
tutaj jest najłatwiej, a do tego mam super współpracowników,
którzy również są zarażeni Rallycrossem. Nie ma problemu,
gdy trzeba kolejną noc zawalić, żeby auto było gotowe na
zawody. Za co bardzo dziękuję, bo teraz znowu zawalamy noc.
(śmiech)
- W 2008 roku objąłeś opieką młodego, debiutującego kierowcę,
dodajmy dziewczynę!
Ł.Z.: W Skandynawii każdy zawodnik z doświadczeniem wprowadza
nowicjusza w świat Ralllycrossu. Patrycja jest szalenie ambitną
kobietą i ja tylko naprowadziłem ją na tor, a resztą sama
się zajmuje. Nawet sama holuje swój różowy pocisk na zawody
(śmiech), a ostatnio kupiła zestaw narzędzi, więc prawdopodobnie
już sama będzie mechanizować przy aucie.
- Czy w Rallycrossie, który jest brutalnym wyścigiem, jest
miejsce dla kobiet?
Ł.Z.: Jak najbardziej tak, Patrycja jest tego najlepszym
przykładem, a przecież jest jeszcze Kamila, która, mam nadzieję,
również wystartuje w nadchodzącym sezonie! Kobiety są bardzo
dobrymi kierowcami i mają dużo więcej zapału do pracy nad
techniką jazdy i treningami niż faceci!
- Przed nami nowy sezon, Twoja klasa w Mistrzostwach Polski
ponownie została zmodyfikowana. Obok waszych tylno-napędowych
aut wystartują auta przednionapędowe z taką samą pojemnością.
Czy Twoim zdaniem nie wypaczy to wyników sportowych?
Ł.Z.: Niestety, jest to moim zdaniem chory zapis. Samochody
z dawnej dywizji II będą szybsze na wielu torach i będzie
to wypaczać klasę tylno-napędową! Rozumiem intencje działaczy
żeby połączyć klasy, ale zdecydowanie bym to zmienił na DIV1,
gdzie będzie dużo większy problem z frekwencją niż w naszej
klasie! Adam Kozak jest najlepszym przykładem, że tam też
można powalczyć zdobywając tytuł Mistrza w klasie 4x4 autem
przednio napędowym !!!
- Trzymamy kciuki, aby BMW 1 pod biało czerwoną flagą stanęło
na starcie w pełni gotowe już od pierwszej rundy.
powrót>>